Obecny kształt mojej codzienności i zobowiązanie się do pracy w charakterze recepcjonistki w małym, częstochowskim hotelu, nie sprzyja podróżom w celu kreowania obiektów z dala od zgiełku. I nie dodam, że niestety. Sprzyja innej kreacji. Kreacji książki.
Mojej książki, która opowiada o losach 30 letniej Maryśki, która po osobistych perturbacjach w Krakowie, wraca do rodzinnej wioski Rozterki, by zająć się 100 letnią babcią i… prowadzeniem Czarownego Siedliska. Czarowne Siedlisko to przestrzeń dedykowania magicznym warsztatom, wiedźmiarskim kręgom kobiet i czarownym meet upom, np. z okazji Nocy Świętojańskiej.
Długo wahałam się, czy udostępniać w ogóle cokolwiek z kart mojej książki, zanim literacko wyklaruję jeden wątek. Wątek, który mógłby czytającym, a zwłaszcza czytającym z mojej rodzinnej okolicy, uruchomić wyobraźnię.
Na szczęście udało mi się znaleźć fragment, który omija ten wątek. Chciałabym się dziś z Wami podzielić kilkoma wersetami mojej książki, a konkretnie – rozdziałem drugim.
ROZDZIAŁ II
O chęci doświadczania świata, papierosach i kapeluszu.
Zamieszkałam w domu zbudowanym z diamentów.
Właśnie tak zaczyna się ta historia.
Mój dom mieścił się na skraju drogi, tuż za kapliczką na rozdrożu. Prowadziła do niego
leśna ścieżka. Nie był widoczny z daleka, ponieważ był drewniany i zlewał się ze ścianą
lasu, a z bliska przypominał skrzyżowanie chaty i zamku.
Wybudowany podczas Pierwszej Wojny Światowej przez pradziadka Janka, miał służyć
przede wszystkim lokatorom. Dziadek wierzył, że wojna prędzej czy później się skończy i
ludzie będą pragnęli zacząć nowe życie. Zadbał o to, by mieli gdzie.
Zawsze tak jest. Nieważne jaka wojna – światowa, rodzinna czy ta wewnętrzna, prędzej czy
później się kończy i ludzie chcą zacząć nowe życie.
Pradziadek już w wieku 14 lat podjął decyzje, że chce poznać świat.
A właściwie doświadczyć świata. Nie słuchać o nim od nauczycielki, siedząc w krępującej
drewnianej, szkolnej ławce. Choć nie osiągnął jeszcze odpowiedniego wieku, a co za tym
idzie wzrostu i tężyzny fizycznej, gdy tylko usłyszał, że rekrutują młodych chłopców do
pracy w Niemcyji i Italji, zapragnął być jednym z nich.
Chciał zarobić pieniądze na własne papierosy i kapelusz. Taka była motywacja pradziadka
Janka, do wyjazdu z rodzinnej wsi – chęć poznania świata, papierosy i kapelusz.
W pewien czwartek, dzień targowy, werbowano chłopców do pracy za granicą. Pradziadek
za pierwszym razem stanął w pierwszym rzędzie i od razu było widać, że jest niższy od reszty chłopaków, co oznacza, że jest też młodszy i słabszy. Nie został wybrany za pierwszym razem.
Jednak nabory odbywały się co kilka miesięcy. Kolejnym razem, nauczony
doświadczeniem, stanął na kamieniu, w drugim rzędzie.
Wybrano go. Zapytany, ile ma lat i co potrafi, odpowiedział, że ma 16 lat, jest
najodważniejszym chłopakiem we wsi i że potrafi ujeżdżać nawet narowiste konie. To była
prawda z tymi końmi. I z tą odwagą. Podczas drugiej wojny światowej, gdy został
zauważony przez wroga, jak wyrzuca ze strychu worki ze zbożem, gdy zorientował się, że
ten do niego mierzy, krzyknął oburzony w języku niemieckim: „Oszalałeś? Do swojego
celujesz? Wynoszę wam zboże na chleb, byście mieli co jeść.”
Pradziadek podarował Niemcowi dwa worki zboża i w ten sposób zachował życie. Swoje i
swojej rodziny. Prababki Kaśki, babki Róży i ciotki Glorii.
Pradziadek był tylko jedną z osób z rodziny, które posiadały Dar. Przewidział własną śmierć,
choć ta historia jest tylko jedną z wielu.
Pewnej nocy przyśnił mu się dom, w którym mieszkało wielu ludzi. Tym samym zrozumiał,
że ma pobudować dom. Odkopał zawiniątko, zakopane pod dębem i rozpoczął inwestycję.
W zawiniątku były najprawdziwsze diamenty, kupione w Wielkim Świecie. Tak
przypuszczała jego żona, prababka. Przypuszczała, że zostały kupione. Chociaż kto tam
pradziadka wie. Mógł je równie dobrze wykraść. Był sadym, wąsatym mężczyzną, z
hardością wypisaną na twarzy.
Pierwszym lokatorem zbudowanego przez pradziadka domu był właściciel tartaku,
kolejnym mleczasz i pracownicy pobliskiej kolei. To właśnie ci ludzie zapoczątkowali tę
wieś. Najpierw opłakali swoich bliskich, którzy zginęli na wojnie, a później własnymi rękami
pobudowali kościół i wybrukowali do niego drogę.
Prędzej czy później ludzie odzyskują wiarę i budują nowe drogi.
Tym sposobem zamieszkałam w domu pobudowanym dzięki diamentom. Diamentom
niewiadomego pochodzenia.
Ten dom był niepisanym dowodem na to, że życie zawsze się żyje i będzie się żyło bez
naszych racji. Przemoże wojny, pretensje, poczucie winy. Wszystko. Odrodzi się nowymi
połaciami malw, które oplotą płot.
Życia nie obchodzą pretensje i poczucie winy. Ono chce tylko wiedzieć, czy robisz coś /
czy żyjesz w zgodzie ze sobą.
Ten dom miał czarodziejską zdolność uświadamiania ludziom, czy żyją w zgodzie ze sobą.
Tak mówiła ciotka Gloria, która odziedziczyła Dar po swoim ojcu, właśnie pradziadku Janku.
Już od najmłodszych lat widziała, jak poruszają się postacie na świętych obrazkach, a gdy
miała 8 lat powiedziała do swojej matki „Tej nocy przyjdą po nas. Spakujmy się i ukryjmy u
ciotki.”
Faktycznie, tamta noc okazała się pierwszym świtem wojny.
Mała Gloria zadziwiała wszystkich. Potrafiła dłońmi uzdrawiać ranne ptaki, a gdy dorosła –
także ludzi. Wystarczyło, że dotknęła dłonią czyjejś bolącej głowy i ból ustępował.
Pradziadek Janek, czując instynktownie, że właśnie to będzie miało znaczenie w
powojennym świecie, uczył Glorię od najmłodszych lat języków. Niemieckiego i włoskiego.
Uczył ją z pamięci, tak, jak się mówi.
Życie się żyło, a mieszkańcy tego domu od wieków chcieli wiedzieć, co jest WŁAŚCIWIE.
Przecież tyle, od maleńkości, nam się wkłada do głowy, że żyć trzeba WŁAŚCIWIE,
DOBRZE, MĄDRZE, ODPOWIEDZIALNIE.
Nikt nie wspomina o tym, że droga do tego poczucia, że żyje się WŁAŚCIWIE, DOBRZE,
MĄDRZE, ODPOWIEDZIALNIE prowadzi czasem przez odpuszczenie, rezygnacje,
porzucenie.
Życie będzie nas rozczarowywać, wymuszać na nas decyzje, żebyśmy przekreślili ostatnie
10 czy 20 lat, bo czujemy, że już nie wierzymy W TAKĄ TREŚĆ ŻYCIA, jaką żyliśmy DO
TEJ PORY.
Sprowadziłam się tutaj z początkiem lata i naprawdę nie robiło na mnie wrażenia
porzucanie przeszłości i dotychczasowości.
Pierwsza zrozumiem chęć zbliżania się do prawdy o sobie.
