W dzisiejszym wpisie podzielę się z Wami wrażeniami z workcation, czyli podróży (po Wybrzeżu Zachodnim) połączonej z pracą – dla ośrodka wczasowego. Czuję, że już mnie dobija powtarzalność i wiem, że zwiedziłam już caluśką okolicę – dlatego lada moment spakuję manatki.

Chyba nic się już tutaj więcej nie zdarzy, dlatego to dobry moment na podsumowanie…

Post przyjmie formę pytań i odpowiedzi, które najczęściej padały.

Po co tam pojechałaś?

Nie wiem, po co. Po dziś dzień, nie wiem po co. Nie towarzyszył mi jakikolwiek sprecyzowany cel. Spakowanie się i wyprowadzenie na drugi koniec kraju wydawało się dla mnie oczywiste, sensowne. Po prostu kolejne doświadczenie, odmiana. Z ważnego powodu nie chciałam już zostać w Częstochowie, przyszedł czas by zrobić miejsce „Nowemu”. Nadchodził sezon turystyczny, w tej branży mam najwięcej doświadczenia zawodowego… Połączyłam kropki, złożyłam oferty. Propozycję, na którą się zdecydowałam dostałam w tydzień.

Dziś widzę, jakie są tego efekty. Zarobiłam na wymarzoną podróż do Skandynawii, sprofilowałam działalność Udanego Pobytu – będąc ofiarą turystyki masowej, podjęłam decyzję co do powrotu do Slow Kariery, dokończyłam książkę – Babkowiznę, zwiedziłam każdy kąt Wybrzeża Zachodniego, odwiedzałam rodzinę i ich magiczny domek nad stawem… Jakoś się odnalazłam. Z naciskiem na JAKOŚ. To jest produktywny wyjazd, ale nawet przez moment nie czułam się tutaj szczęśliwa. Czułam, że w miarę swoich możliwości realizuję swoje obowiązki i starałam się nie odpuszczać czegoś, czego odpuszczenie było by śmieszne po zaledwie kilku tygodniach czy miesiącach. Ale to nie był czas, w którym czułam się spełniona. Jestem produktywna, nie zmarnowałam czasu, ale… Nie czuję się żywa. Nie chcę tu zostać na dłużej.

Mieszkam w bardzo obleganej turystycznej wiosce. Plastikowe stragany, zapach starego oleju, wrzeszczące dzieci… To zebrało swoje żniwo. Na szczęście takie, że postanowiłam w Udanego Pobytu zajmować się doradztwem dla obiektów z dala od tego zgiełku.

To, że zamieszkasz przy plaży nie uczyni Cię z automatu szczęśliwą osobą.

Tworząc Slow Karierę prowadzę sesje rozwojowe dla tych, którzy chcą rzucić etat i zająć się własnym biznesem – zdalnym… albo wyjechać na koniec świata, by zająć się czymś, co zmienia świat – poruszającym i mądrym. Możesz się w tym zwyczajnie nie odnaleźć. Możesz nie chcieć, by tak wyglądało Twoje życie.

Czy myślałam o tym, żeby z tego zrezygnować?

Oczywiście, kilkakrotnie. Zawsze wtedy rozmawiałam z decydentami i mówiłam wprost, że jeśli warunki się nie poprawią – zrezygnuję. Nie chciałam zrezygnować przez tęsknotę, ale przez braki kadrowe w branży turystycznej na Wybrzeżu. Cieszę się, że po prostu dałam czas ludziom by zrobili to, na co mieli wpływ.

Czy podoba mi się na Wybrzeżu Zachodnim?

Absolutnie nie. Tu się nie da żyć. Ilość turystów sprawia, że czuję się jak w nieprzerwanie wędrującym cyrku. Fundamentalnie nie rozumiem, jak można tak horrendalne pieniądze wydawać na to, by TU być. Ja poza sezonem miałam swoją przestronną i ciepłą kawalerkę, teraz mam niczego sobie pokoik z widokiem na las… Nie angażuję się w to turystyczne szaleństwo, ale nie mogę sobie w spokoju kupić kawałka ciasta. Mam jedną ulubioną kawiarnię – tylko dla dorosłych, z otwartym ogrodem i bardzo starym kotem. Tego miejsca będzie mi brakowało.

Czy ten czas zaprocentował wyjątkowymi znajomościami?

Udało mi się zorganizować kilka eventów w ramach inicjatywy Nadmorski Klub Kobiet.

Na jednym z nich poznałam koleżankę z którą dużo podróżujemy po okolicy i czerpiemy z oferty kulturalnej.

W jaki sposób załatwiłaś sobie taki wyjazd?
Już w lutym ogłaszałam się na FBkowych grupach o nazwie PRACA Z ZAMIESZKANIEM NAD MORZEM / PRACA W TURYSTYCE. Przeszłam kilka rozmów rekrutacyjnych. Wyeliminowałam oszustów, nasłuchałam się bzdur… Wybrałam obiekt wczasowy, który po kilku dniach wysłał mi umowę na maila – i nie pomyliłam się, współpraca po dziś dzień przebiega pomyślnie.

Czy mam jakieś rady dla tych, którzy też chcieliby wyjechać na workcation?

Wszystko kupuj / zamawiaj na miejscu. Straciłam mnóstwo kasy, próbując się przygotować na tę przeprowadzkę. Życie tutaj okazało się inne, a codziennie plażowanie okazało mrzonką.

Ustal warunki współpracy już na początku i zawrzyj je w umowie. Nie jedź w ciemno.

Nie łudź się, że wszystko, co dobre zastanie Cię na miejscu. Wszystko jest do wypracowania – relacje, pozycja, przestrzeń.

Czy po pół roku na projekcie #sezon_na_morze do czegoś podeszłabym inaczej?

Tak, do planowania wydatków. Wszystkie pieniądze zainwestowałabym w podróże. Mieszkając tu, postawiłabym na minimalizm.

Nie wyjechałabym też na tak długi projekt. Wystarczyło by wyjechać na same wakacje by poczuć wajb i wrócić.

Co będę robić po projekcie #sezon_na_morze?

Na pewno coś, co nie pozbawi mnie życia. W październiku wypływam w rejs dookoła Skandynawii, a później wyjadę na barter w ramach Udanego Pobytu. Mam nadzieję, że Boże Narodzenie spędzę już mając nową wersję stabilności.

Uwielbiam pracę we własnych markach i formułę jednej konsultacji dziennie. Cieszy mnie powrót do Slow Kariery i mam nadzieję WRESZCIE rozwinąć ten projekt merytorycznie, głośno i inspirująco.

Do końca roku chciałabym zamknąć temat Babkowizny i sprawdzić, czy moja książka ma potencjał wydawniczy. Jeśli w ciągu pół roku nie odpisze mi żadne wydawnictwo, wydam ją na własną rękę – tak, by stanowiła prezent na setne urodziny mojej babki.

Muszę sobie odpocząć od formuły pracy etatowej, ona mnie wykańcza. Obecnie mam doskonale zorganizowaną i rozplanowaną pracę, profesjonalnych współpracowników, ale wiem, że nie chcę tego robić zawsze.

Wyjazd do hotelu na sezon to świetna opcja dla tych, którzy duszą się na tradycyjnym etacie.

SLOW KARIERA NA INSTAGRAMIE

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *