Babkowizna to nie jest zwykły spadek. Nie dostaje się jej w białej kopercie, nie przynosi jej komornik ani notariusz. Czasem nie ma jej nawet w papierach. Czasem – jak u mnie – nikt nie pamięta, kto dokładnie ją zapisał komu i kiedy. Ale wiadomo, że ona jest. Że była. Że należała do babki. A przed nią – do prababki. A jeszcze wcześniej do tych kobiet, które nie miały nazwisk, tylko przezwiska: Zielarka, Niemowa, Matyga, Ta z Mokradeł.

Babkowizna to ziemia po babce. Ale nie tylko jako działka czy dom. To ziemia, która zna zapach ciasta pieczonego na blasze i woń piołunu w progu. Ziemia, która słyszała krzyk porodu i szept modlitwy. Na której się modlono, klęczano, klęto i chowano. Ziemia, która pamięta nie tylko ludzi, ale i ich lęki, nadzieje, złości. To nie jest majątek. To jest pamięć.

Dostaje się ją nie dlatego, że się coś należy, tylko dlatego, że coś w tobie pasuje. Bo masz ręce do roślin jak babka. Bo słyszysz wodę pod ziemią. Bo rozpoznajesz pogodę po liściach, a ludzi po oczach. Bo coś w tobie mówi szeptem: to twoje miejsce.

Kiedy babka umiera, zostawia po sobie nie tylko szkatułkę z guzikami i stare haftowane poszewki. Zostawia też rytuały, sposoby, ścieżki. Zostawia ogród, w którym nic nie rośnie bez powodu. Las, do którego wchodziło się tylko w ciszy.

I dom, w którym każde skrzypnięcie schodów coś znaczy.

Babkowizna to niekoniecznie najpiękniejsza parcela na wsi. Czasem wręcz przeciwnie – jest krzywa, zacieniona, zarośnięta, z dziwnym zapachem w piwnicy. Ale kto wie, ten wie, że tam właśnie coś jest. Że ziemia, która przeszła przez ręce tylu kobiet, nie może być martwa. Ona żyje. Nawet jeśli zarosła. Nawet jeśli się nikt nią nie interesuje. Ona czeka. Na kogoś, kto się nią zajmie nie jak właściciel, tylko jak dziedziczka.

Babkowizna nie należy do nikogo na zawsze. Ona wybiera, komu się odda. I jeśli ją przyjmiesz – nie tylko w sensie prawnym, ale prawdziwie, całym sobą – to już nie jesteś tylko sobą. Jesteś ogniwem. Jesteś kontynuacją. Jesteś tą, która pamięta, nawet jeśli niczego nie pamięta.

Mój dom to babkowizna. Z cegły, z mchem, z drzewami zaglądającymi do środka. Miejsce, którego nikt nie chciał, a które przyjęło mnie jak córkę. Ziemia, na której wszystko jest trochę stare, trochę dzikie, trochę niepojęte. Ale prawdziwe.

I może właśnie dlatego tu zostałam. Bo w świecie, który wszystko wycenia i mierzy, tylko babkowizna potrafi powiedzieć ci, kim jesteś – nie słowem, ale ciszą.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *