Oprócz tego, że tworzę markę Udanego Pobytu, jestem także autorką projektu Slow Kariera (Instagram Slow Kariery). Slow Kariera to inicjatywa dedykowana ludziom, którzy chcą pracować w duchu antykariery, czyli często jako cyfrowi nomadzi, mieszkając na wsi i zdalnie albo przy niekomercyjnych projektach zmieniających świat na lepsze. W ramach Slow Kariery organizuję np. konsultacje kariery dla Korpozmęczonych czyli osób, które chcą rzucić korpo oraz meet upy wokół świadomego podejścia do pracy.
Dlaczego wspominam o tym w dzisiejszym wpisie?
Uznałam, że praca recepcjonistki hotelowej (czy też w pensjonacie, siedlisku, gościńcu) ma wiele wspólnego z antykarierą i alterpracą. Rozpoczynając od tego, że ma się nienormowany czas pracy, poprzez fakt, że ten zawód można wykonywać w dowolnym miejscu na świecie, kończąc na tym, że ta praca nie jest wiążąca i zobowiązująca – często ma charakter dorywczej i nie na stałe.
W związku z tym, że mam doświadczenie w tej pracy, chciałabym Wam opowiedzieć o jej blaskach i cieniach.
Blaski.
Jak dla mnie, największym plusem pracy jako recepcjonistka w obiekcie hotelowym jest to, że można mieć kilka dni wolnego pod rząd. W moim przypadku wygląda to tak, że przychodzę na nocki np. w piątek i niedzielę, a później dopiero na dniówkę w czwartek. Mój weekend zaczyna się w poniedziałek rano i trwa do czwartkowego wieczoru.
Kolejnym plusem jest to, że jest możliwość, by to była praca na część etatu – mając zaledwie dwie „zmiany” / dyżury w tygodniu, można mieć spokojną głowę o to, że zarobi się na wynajem kąta (jak za tę kwotę to pokoju) i wyżywienie. Tworząc własny biznes, można go tworzyć bezkompromisowo i nie martwić się, że nie zarobi się na utrzymanie. Recepcja najczęściej pracuje w dyżurach 12 godzinnych więc dwie zmiany, to aż 24 godziny w tygodniu i blisko 100 w miesiącu. Dwie zmiany w tygodniu to także mnóstwo czasu dla siebie.
Ja bardzo lubię taką pracę ze względu na to, że nie jest ona zbyt obciążająca, monotonna i wymagająca. Zarobkowo jest zbliżona do każdej innej tego typu – np. asystentki czy recepcjonistki, ale – w moim odczuciu – jest znacznie lżejsza.
Można ją łączyć z mikro podróżami. 4 dniowy city break jest na wyciągnięcie ręki.
Można szlifować języki, poznając ludzi z całego świata. Poznaje się naprawdę przeróżnych ludzi.
Nie ma się wrażenia, że całe życie spędza się w pracy. Ja lubię pracować w Święta czy niedziele.
Cienie.
Dla mnie największym minusem są formy umów i płaca. Dlatego właśnie nigdy nie wiążę się z tą pracą na dłużej. Zawsze traktuję ją jako amortyzację dla zarobków na własnych projektach. Taka dorywcza współpraca nie musi być krótka, może potrwać nawet rok. A co ze składkami emerytalnymi? Ja jestem ubezpieczona na KRUS (wersja dla wieśniaczek :D), więc wszystko liczy mi się tak, jak na własnej działalności. Nie wyobrażam sobie, że miałabym ograniczyć się wyłącznie do takiej pracy, ponieważ w większości przypadków była by dla mnie nieopłacalna i za mało ambitna, ale jako dodatek – jest wspaniała.
Kolejnym cieniem jest to, że na recepcji czasem dużo dzieje się na raz. Szczególnie na „dniówkach”, czyli zmianach w ciągu dnia. Na szczęście ja mam głównie nocki, a na nockach, na spokojnie można skupić się na papierologii i rozliczeniach.
Nie jest to praca dla osób, które lubią regularny tryb życia. Czasami idzie się spać dopiero o 8.00 rano i wstaje o 17.00, by po wypiciu kawy i wzięciu prysznica wrócić za recepcyjną ladę. Nocka za nocką nie jest przydzielana regularnie. W hoteliku, w którym obecnie pracuję, ma to miejsce gdy np. chcę później mieć trochę wolnego. A ja lada moment wyjeżdżam na Jarmark Bożonarodzeniowy do Wiednia i w intensywnym okresie przedświątecznym poprosiłam o wolne, więc dwiema nockami pod rząd „odrabiam” to wolne.
Ta praca bywa także niebezpieczna. Zbiegowie z zakładu psychiatrycznego, pijani goście, świeżo wolni więźniowie, przestępcy – to codzienność recepcjonistki. Na szczęście w Częstochowie ja prawie tego nie doświadczam. Na ponad pół roku współpracy z kameralnym hotelikiem byłam może w 2 potencjalnie niebezpiecznych sytuacjach. Inaczej było w Krakowie i to jest część odpowiedzi na pytanie, dlaczego już tam nie mieszkam.
W jaki sposób można spróbować czy się do tego nadajemy?
W okresie wakacyjnym obiekty górskie i nadmorskie organizują rekrutacje na FBkowych grupach w stylu „praca na wakacje nad morzem”. To doskonała okazja, by zweryfikować swój zapał.
Wyjeżdżając na bartery z Udanego Pobytu i realizując dla moich Klientów projekty marketingowe, wiedzą oni, że mam stały i czynny kontakt z ich branżą. Pozwala mi na to właśnie praca recepcjonistki.

s
